sobota, 25 maja 2013

Rozdział 1

6. Wyznanie Marc'a (cz.2)
  Był naprawdę przekonujący, ale ja mu nie wierzyłam. A co najważniejsze nadal trzymałam nóż przy jego gardle.
  - A co miały znaczyć słowa Cordaga?" Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie.- Udawałam głos Cordaga- Byłem po pięciu kuflach Ale." I co, to miało znaczyć jak nie to, że chce się mnie pozbyć?
  Przycisnęłam mocniej nóż do krtani Marc'a. Po szyi popłynęła stróżka krwi. Marc pisnął.
  - A skąd ja mogę to wiedzieć?- Jego głos stał się ochrypły.
  Odsunęłam się powoli- przepraszam.- Nie mówiłam ze skruchą, raczej oschle.
  Chodź powiedziałam "przepraszam" nie wierzyłam mu ani trochę.
  Przez chwile taksował mnie spojrzeniem.
  -Ile zajmie podróż do Herozji?- Już wiedziałam co zrobić.
 - Może z tydzień.- Jego głos już nie piszczał.
  - No a więc masz cały tydzień żeby mi udowodnić, że mnie naprawdę kochasz.
  Odwróciłam się do niego plecami i zaczęłam się rozpakowywać.
  Gdy wykładałam moją ulubioną bluzkę Marc złapał mnie za przegub, odwrócił mnie i pochylił się nade mną.
  -JA NAPRAWDĘ CIĘ KOCHAM!- Krzykną i na dodatek jeszcze ostatnie słowo prze literował. Pochylił się jeszcze niżej i próbował mnie pocałować. Nie chciałam tego, więc wykręciłam mu rękę i przyłożyłam do jego pleców.
  -Nie rób tego więcej- wycedziłam przez zęby.- A teraz bądź tak miły i wyjdź z mojej kajuty.- wyszeptałam mu do ucha. Odwróciłam go w stronę otwartych jeszcze drzwi i popchnęłam go lekko w ich stronę. wyszedł a ja zamknęłam szczelnie drzwi.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdiał 1

6.Wyznanie Marc'a
  Ruszyliśmy w stronę schodów.Gdy doszliśmy do mojej kajuty przedstawiłam się.
  - Nazywam się Em. Jak pewnie słyszałeś jestem córką Blacka.- Dziwnie się poczułam. Staliśmy sami, ja i Marc, w ciemnej kajucie.
  - Mnie nazywają Marc. Miło mi.- Miał gładki głos. I... białe i proste zęby! Nigdy nie widziałam człowieka z takim uzębieniem!
  - Ile masz lat?- Zagadnęłam.
  - Mam dziewiętnaście zim. A ty?- Ciągle się do mnie uśmiechał.
  - Mam szesnaście wiosen.- Uśmiechał się jak by był... Nie! To niedorzeczne! On był we mnie zadurzony!
   Musiałam się dowiedzieć cy to prawda. Podeszłam do niego mały kroczek. Marc nie poruszył się. Zapadło niezręczne milczenie.
  -Naprawdę?- Zapytałam z niedowierzaniem.
  -Co "naprawdę"?- Odparł pytaniem na pytanie.
  Znowu zapadło milczenie. Lecz teraz pełne napięcia i niezręczności.
  -Zakochałeś się we mnie, prawda?- Powiedziałam prosto z mostu.
  W mojej kajucie było ciemno, ale widziałam, że się zarumienił. 
  -Wiem Em, że znamy się się dopiero dziesięć minut, ale...- zaciął się.- ale tak.- spuścił głowę.- Kocham Cię.- podniósł na mnie oczy. 
  - Odpowiesz mi na jedno pytanie?- Nie czekając na odpowiedź mówiłam dalej- Z kim się założyłeś?- Zastanowiłam się chwile i wyciągnęłam z cholewki buta Róże, bo tak nazwałam sztylet od ojca.- Jeśli mi nie odpowiesz to twoja głowa będzie za burtą.
  -Nie zakładałem się z nikim.- Odpowiedział dobrowolnie.
  Podeszłam w jego kierunku powoli. On stał w miejscu jak zamurowany. Gdy byłam dostatecznie blisko rzuciłam się na niego. Przyłożyłam sztylet do jego krtani.
  - Powiedz całą prawdę albo spełnię swoją obietnice. 
  - Powtórzę po raz trzeci. Z nikim się nie zakładałem!
                                                    Cdn.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry, że tak przerywam ale to bardzo długi dział :)

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 1

5."Wodny Wilk"
  Przenocowałam w barze niedaleko morza. Kosztowało mnie to pięć miedziaków. Nocleg kosztował trzy a kolacja i śniadanie, było skromne składało się z owsianki i sucharów, dwa miedziaki. Zjadłam szybko to co mi podali i poszłam osiodłać klacz. Nazwałam ją Safilo. Musiałam ją zabrać na statek, nie mogłam jej puścić ot tak wolno. Była mi potrzebna do szybszego przemieszczenia się. Miałam przepłynąć z Rich do Herton, z tamtą pojadę, na Safilii, do Herno. W czasie podróży statkiem przemyślę dalszą część wędrówki. 
  Kiedy przyjechałam do portu od razu zauważyłam statek Cordaga. Nazywała się "Wodny Wilk". Na dziobie widniała rzeźba wilka rzucającego się na ofiarę. Niedaleko stał Cordage. Trzeźwo wyglądał inaczej.  W barze maiła przekrwawione oczy od nadmiernego piwa. Teraz patrzy trzeźwiej i białka miał białe a nie czerwone. W tedy miał też dość bladą cerę, ale teraz przekonałam się, że miał ją jednak ciemniejszą.
  - Wsiadaj mała, płyniemy do Herton!- Krzyknął Cordage wyrywając mnie z zamyślenia. \
  - Niech ktoś zrzuci linę a przyjdę.- Odkrzyknęłam. Zauważyłam jak zrzucają mi linę. pochwyciłam ją i wspięłam na pokład. Tam czekały na mnie zaciekawione pary oczu. Niektóre patrzyły na mnie pożądliwie.
  - Jak mówiłam tak jestem- mówiłam podchodząc do Cordaga.- Zabieram też mojego konia.- Nie widziałam na jego twarzy zdziwienia. Wzruszył ramionami, wydał rozkaz i zwrócił się do mnie.
  - Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. Byłem po sześciu kuflach Ale.
  - Wybaczam ci. Nasza umowa jest aktualna?- teraz chciałam tylko pójść do swojej kajuty.
  -Oczywiście, że aktualna. odpowiedź dostałem, teraz tylko jedna srebrna moneta, oraz druga w Herton. Taka była?
  Odbiliśmy od portu i płynęliśmy w stronę Herton.
  -Tak, a teraz chciałabym zobaczyć moją kajutę.- Cordage zawołał jednego z swoich ludzi.
  - To jest Marc. Zaprowadzi cię do kajuty numer 5. Wszystkie pytania kieruj do Marca.
  Przyjrzałam się Marc'owi. Był trochę starszy ode mnie a już miał ostre rysy. Kruczo czarne włosy miał związane w męską kitkę. Był umięśniony. Dziś było ciepło, więc był do połowy rozebrany. Goły tors lśnił od potu.  Nogi miał osłonięte workowatymi spodniami. Był wyższy ode mnie. Oczy miał skośnie ułożone. Nos prosty. Był człowiekiem o ogorzałej cerze. Uśmiechał się do mnie przyjaźnie.
  - To prowadź- powiedziałam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
  Ale - mocne, angielskie piwo.