6. Wyznanie Marc'a (cz.2)
Był naprawdę przekonujący, ale ja mu nie wierzyłam. A co najważniejsze nadal trzymałam nóż przy jego gardle.
- A co miały znaczyć słowa Cordaga?" Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie.- Udawałam głos Cordaga- Byłem po pięciu kuflach Ale." I co, to miało znaczyć jak nie to, że chce się mnie pozbyć?
Przycisnęłam mocniej nóż do krtani Marc'a. Po szyi popłynęła stróżka krwi. Marc pisnął.
- A skąd ja mogę to wiedzieć?- Jego głos stał się ochrypły.
Odsunęłam się powoli- przepraszam.- Nie mówiłam ze skruchą, raczej oschle.
Chodź powiedziałam "przepraszam" nie wierzyłam mu ani trochę.
Przez chwile taksował mnie spojrzeniem.
-Ile zajmie podróż do Herozji?- Już wiedziałam co zrobić.
- Może z tydzień.- Jego głos już nie piszczał.
- No a więc masz cały tydzień żeby mi udowodnić, że mnie naprawdę kochasz.
Odwróciłam się do niego plecami i zaczęłam się rozpakowywać.
Gdy wykładałam moją ulubioną bluzkę Marc złapał mnie za przegub, odwrócił mnie i pochylił się nade mną.
-JA NAPRAWDĘ CIĘ KOCHAM!- Krzykną i na dodatek jeszcze ostatnie słowo prze literował. Pochylił się jeszcze niżej i próbował mnie pocałować. Nie chciałam tego, więc wykręciłam mu rękę i przyłożyłam do jego pleców.
-Nie rób tego więcej- wycedziłam przez zęby.- A teraz bądź tak miły i wyjdź z mojej kajuty.- wyszeptałam mu do ucha. Odwróciłam go w stronę otwartych jeszcze drzwi i popchnęłam go lekko w ich stronę. wyszedł a ja zamknęłam szczelnie drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz