1.Rozmowa
Od kłótni z Marc'em minęły dwa dni. Większość dni spędzałam w swojej kajucie.Gdy wychodziłam, a działo się to rzadko, doglądałam Safilii. Wiedziałam, że płyniemy na południe. Cordage'a pytałam tylko o godzinę. Sama nie potrafiłam określić tego względem położenia słońca.
Właśnie wychodziłam, żeby nakarmić Safilię gdy ktoś zapukał do drzwi.
Nadal nie ufałam załodze "Wodnego Wilka" więc sięgnęłam po Różę.
-Proszę!- Odkrzyknęłam na pukanie. Ktoś otworzył drzwi. To był Marc.
-Rozmawiałem z Cordage'em.- Powiedział. Schowałam sztylet.
- I co z tego?- zapytałam buntowniczo.
-To z tego, że zostały trzy dni drogi- podniósł rękę, żeby mnie powstrzymać bo już miałam zamiar powiedzieć "ale mówiłeś, że podróż będzie trwać tydzień". - Zapytałem go też czy mnie zwolni ze statku i da pieniądze za moją prace. Wiesz o co mi chodzi, prawda?- Kiwnęłam na znak, że rozumiem.- Ale jednak to powiem, żeby n ie było żadnych nie domówień. Jadę z tobą. Bo wiesz ja też mam konia.- Widać było, że jest z tego naprawdę dumny.- A tak w ogóle skąd masz konia?- tego pytania się. Nie wiem czemu ale teraz wstydziłam się tego co zbiłam. Ale nadal czułam wzgardę do tej rodziny.
-Ukradłam jakiejś "szlachetnie urodzonej rodziny" - gdy mówiłam o tej rodzinie nadal czułam wzgardę. jeszcze pamiętam jak był ubrany ten człowiek który próbował mnie zatrzymać, biała lśniąca koszula, bransolety i naszyjniki.- "Gospodarz" tego domu próbował mnie zatrzymać.- prychnęłam- samym sobą.
- Aha. Dobrze. A więc zgadzasz się , abym jechał do Herton?- Kiwnęłam głową, że może jechać ze mną. Marc ciągnął dalej.- Przez dwa dni, bo do Herton dopłyniemy wczesnym południem, będę jechał z tobą. A po upływie tego czasu... hmm... zobaczymy.- Gdy mówił, uśmiechał się chytrze. On czegoś mi nie mówi, pomyślałam.
- O czymś mi nie mówisz, prawda?-Byłam wobec niego naprawdę podejrzliwa.
- Prawda. Nie powiedziałem ci jednej rzeczy. A mianowicie mam dla ciebie prezent.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz