piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 4

4. Ostatnie pieniądze. Rozwiązany problem
  -Wyruszamy za sześć dni.- Siedzieliśmy w przydzielonym przez Kenię dla mnie pokoiku. Był może troszkę większy od kajuty na "Wodnym Wilku". Miał jedno okno, na przeciwko małych drzwi. Gregon poszedł do Kenii porozmawiać o przebiegu kupna Carrery.
  Do pokoju wszedł cichutko Gregon. Gdybym nie siedziała twarzą do drzwi, tak jak Gil i Marc, na pewno bym go nie usłyszała. Gregon pokazał mi żebym siedziała cicho i  nic nie mówiła o jego obecności moim przyjaciołom. Podszedł do nich po cichu, ani jedna deska podłogi nie skrzypnęła. Ustał za Gillan i Marc'iem i równocześnie dotknął ich ramion.
  Oboje drgnęli jak oparzeni. Gillan nawet krzyknęła i spojrzała wraz z Marc'iem z wyrzutem na Gregona który się do nich uśmiechnął przyjaźnie. Ja również uśmiechnęłam się do nich.
  -Przyszedłem do was z wieśćmi od Kenii. Kazała mi Przekazać, że was wyprowiantuje. Mówiła, że da wam dwa wędzone kurczaki, trochę ziemniaków i kilka przypraw.
  -A macie może trochę zboża? Zapłacimy za nie srebrnikiem.- Byłam prawie pewna, że nam je sprzedają.
  -Oczywiście, że tak. Niedługo będziemy mieli dostawę. Dostaniecie tyle ile będziecie chcieli.-Odpowiedział.
  -Chciałabym jeszcze porozmawiać z Kenią.- Powiedziała po chwili Gillan. 
 
[Tak między nami to nigdy nie dowiedziałam się o czym rozmawiały. Gil nie chce mi tego zdradzić, a Kenie nawet nie chce rozmawiać o tym]

  -Też chciałabym z nią porozmawiać, ale ty idź pierwsza Gil. Mi może to zając trochę czasu.- Z Kenia chciałam porozmawiać o mamie. Może ona by mi coś o niej powie, pomyślałam.
   -Dobrze. Już idę żeby nie tracić czasu.- Uśmiechnęła się do nas i wyszła. Gregon powiedział, że musi iść pilnować baru. 
  Zostałam sam z Marc'iem. Nie podobało mi się, że zostałam sam na sam. Od zajścia w mojej kajucie kiedy chciał mnie pocałować. 
  -To jest ostatnia niespodzianka.- Powiedział cicho po chwili niezręcznej ciszy.
  -Słucham? Jaka niespodzianka?- patrzyłam na niego lekko osłupiała. 
  -No ta o której mówiłem ci w twojej kajucie na "Wodnym Wilku".
  -Ale jaka? Nic nie rozumiem.- Powiedziałam.
------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was, że trzy rozdziały napisałam, ale w tamtym tygodniu obiecałam, ze wpisze a nie wpisałam a więc teraz się odwdzięczam. Jeszcze jutro ostatni rozdział w tym tygodniu. :)

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 4

3. Hrabia Panthe
  -Witam was moi drodzy goście!- Przywitał nas siedząco Hrabia. Był postawnym mężczyzną z lekkim zarostem. Miał nierówne, krótko przycięte, lekko siwiejące włosy. Miał na sobie lśniąco białą koszule z bufiastymi rękawami przepasaną grubym skórzanym pasem. Do tego skórzane spodnie z butami do połowy łydki.- Nazywam się sir Panthe. A wy, jak się nazywacie?
  -Ja jestem Marc, a to moja przyjaciółka Em.
  -Mój Koniuszy, Aspitis, powiadomił mnie, że chcielibyście kupić jakiegoś konia, od razu pomyślałem o Palonie, Carrerze i Etnie. Ale Etny nie podałem bo jest to mój pierwszy koń którego sam kupiłem. A więc kogo wybraliście?
  -Wybraliśmy Carrere. Jest zadbana, piękna i zauważyłam, że silna.
  -Tak o tą klaczkę dbaliśmy, bardzo mogę rzec. Była to klacz mojej byłej narzeczonej tylko, że ona... No ale pytanie. Które z was potrafi czytać? Bo myślę, że jedno z was musi to potrafić a drugie tak zawzięcie się targowało.
  -Ja potrafię.- odparł Marc
  -Aspitisie, przynieś proszę mi odpowiedni dokument.
  -Dobrze hrabie, już idę.
  Zauważyłam, że w tym domu panowała swoboda. Nie było tego co zasłyszałam w karczmie. Panthe nie wywyższał się. Wiedział, że więcej zdziała nie wywyższając się, ale myślę, że musiały być jakieś zasady aby jego służba nie zaczęła zwracać się do niego po imieniu.
  -Kupujemy Carrere za pięć złotych monet i za srebrnika siodło.- Powiedziałam.
  -Proszę, sir.- Po chwili wrócił Koniuszy i wręczył zrolowany, zawinięty wstążką papier. W drugiej ręce trzymał pieczęć i świecę.
  -Jeśli można ja wpiszę nasze dane.- Powiedział spokojnie Marc.
  -Oczywiście. Wy płacicie, wy wypełniacie.
  Mac rozpieczętował dokument, spojrzał na niego. Widziałam tylko kilka zawijasów kropki, znów zawijasy i kropki. Marc rozejrzał się i znalazł mały stoliczek. Podszedł do niego i kląkł. Zaczął wypisywać i czytać to co pisał.
Ja, Marc z Heroz, kupuję od Hrabiego Panthe
Klaczkę, Carrerę, za pięć złotych monet
oraz za srebrnika siodło.
Odbiór za tydzień, w cenę wliczono:
paszę na ten czas i boks do spania dla konia
                                                           MARC
  Panthe, nie lubiłam, nie lubię i raczej nie polubię używać tytułów, patrzył na dokument po czym sam go podpisał. Po formalnym przegnaniu zgarnęliśmy ze stajni Gregona i Gillan. Skierowaliśmy się do "Wodnego Kruka".

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 4

2. Koń
   -No, ale Gillan trzeba znaleźć dla ciebie konika.- powiedziałam nadal śmiejąc się.- Jeżeli nie wystarczy tych sześć monet... to zobaczymy czy uda nam się znaleźć jakiegoś nie strzeżonego.-Patrząc na moją siostrę widziałam jak patrzy na mnie z przerażeniem. Ciągle zapominam, że ona jeszcze niczego takiego nie robiła. Ja czasami ukradłam coś do jedzenia jak nie chciało mi się iść do karczmy mamy.- A ile zajmie ci pakowanie się?
  -Nie wiem może z pół godziny. A kiedy wyjeżdżamy?
  -Za tydzień. Jeden dzień wte czy wte nie będzie robił różnicy. Muszę sprawdzić jaka jest ta kopalnia, ale raczej wyślę tam Marc'a. I jak Krasnoludzi ustawiają warty i jak pracują.- Odparłam. Nie musiałabym nawet prosić Marc'a o zdanie raportu. Gdyby były jakiś przeszkody powiedział by mi od razu.



*     *     *     *     *


  Był miły jasny poranek następnego dnia kiedy Marc, Gregon, Gil i ja szliśmy ulicą w stronę dobrze zbudowanego domu. Ściany wybielane, w oknach szyby a za nimi zasłony. Od razu było widać, ze jest to dom bogatego. Za chałupą zauważyłam stajnie. Już to dobrze wróżyło. Weszliśmy gościńcem i wstąpiliśmy do stajni.
  W powietrzu wyczułam zapach koni, siana i inne, mniej przyjazne dla nosa zapachy.
  Gregon podszedł do jakiegoś stajennego.
  -Gdzie jest główny Koniuszy?- Zapytał. Powszechnie było wiadomo, że Koniuszy to coś w rodzaju tytułu szlacheckiego. Tylko, że zwykle nie szanowano tych ludzi ze względu na ich zapach. Podobnie było z Psiarzem czy Sokolnikiem. Wszyscy którzy zajmowali się zwierzętami i byli "główni" mieli swoje nazwy. Byli też Kociarze, Kurszaki, Gęsiaże i wiele, po prostu wiele innych. Stajenny zaprowadził nas do Koniuszego.
  -Macie może jednego, niepotrzebnego ogiera? Albo miło klaczkę?- Zapytał Gregon. Uzgodniliśmy przed wyjściem, ze to on będzie rozmawiał, ja będę się targować, Marc podpisze umowę. 
  -Zapytam Hrabiego Panthe. Pewnie coś się znajdzie.- odparł Koniuszy.
  Czekaliśmy w stajni około dwudziestu minut. Potem przyszedł Koniuszy i zaprowadził nas to jednej z zagród.
  -Oto Palion.- Był to wysoki, postawny ogier, maści srokatej. Miał długi ogon i pięknie wyczesaną grzywę.- Hrabia mówi, że Palion jest wart piętnaście złotych monet.- Omal się nie zadławiłam. Nawet gdybym się bardzo ostro targowała to może w najlepszym wypadku zeszłabym do siedmiu złotych monet i srebrnika.
  -A może jakiś tańszy?- zasugerowałam delikatnie.
  Poszliśmy kawałek dalej. W tej przegrodzie stała siwa klaczka.
  -Ta jedynie piętnaście srebrników.- w duszy odetchnęłam. już się bałam że więcej. Tą mogłam wytargować nawet za pięć złotych monet, a z siodłem za jedenaście srebrników.-Nazywa się Carrera.
  -Hejka Klaczko.- podeszłam do niej powoli. Podstawiła mi swój siwy łep. Pogłaskałam ja powoli i poklepałam po szyi. Spojrzałam jej do pyska i chwile oglądałam zęby. Wszyscy kupujący owce, konie, krowy czy inne bydło zaglądali im w żeby. Dlaczego? nie wiem. Ale muszę przyznać, że miała piękne zęby.
  -Trzy złote monet.- Ja
  -Sześć złotych monet i srebrnik.- Koniuszy
  -Trzy i pól złotej monety.- Ja
  -Sześć.- Koniuszy
  -Cztery.- Ja
  -Pięć i pół.- Koniuszy
  -Pięć.- Ja
  -Zgoda. No to może siodło za srebrnika.
  -Bardzo chętnie.
  - To może przy okazji uzdę. Za srebrnika?
  -Nie wystarczy siodło.- Widziałam jak Gil patrzy na mnie z ukrywanym przerażeniem. Ale nie mogłam tak skrzywdzić konia.- odbierzemy ją za mniej więcej tydzień.
  -Zgoda. A teraz chodźmy do Hrabiego. Zawrzemy umowę.- powiedział Koniuszy.
  -Zostań z Gregonem Gil. Marc i ja zawrzemy ta umowę. Możesz zaprzyjaźnić się ze swoja nową klaczką.
  Odwróciłam się szybko bo chciałam iść z Marc'em zawrzeć tą umowę. 

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 4

1.Mak i Róża
Gdy tylko Gillan się obudziła oznajmiłam jej, że wyjeżdżamy za dwa dni do Limassol. Kenia powiedziała, że tak nazywa się ta kopalnia na południe od Herton. Po omdleniu Gil Rozmawiałam z nią o tej wyprawie i dowiedziałam się jak dostać się do tej kopalni.
  -Tylko, że jest jeden problem siostro.- Powiedziałam do Gillan. Siedziałyśmy w głównej sali "Wodnego Kruka".- Marc i ja mamy konie. Ty chyba go nie masz prawda? Ale możemy się złożyć na niego. Już rozmawiałam z Gregonem, Kenią i Marc'em. Razem mamy razem mamy jedną złotą monetę i osiem srebrników czyli pięć złotych monet. I teraz pytanie czy masz jakieś oszczędności?- Gil była dobrą siostrą. Obserwowałam w Advercity wiele bliźniaczek. Ale one zawsze się kłóciły i przerywały sobie. Z Gil i ze mną nie było tak. Potrafimy normalnie ze sobą rozmawiać. I oczywiście nie przerywamy sobie.
  -Kiedyś jak miałam osiem wiosen przypłynął tu nasz ojciec. Pogadał trochę z Kenią na zapleczu a potem wyszedł i wyciągnął z płaszcza piękny złoty kielich i poprosił o najlepsze wino jakie mamy. Dałam mu "Smutnego Smoka". Dał mi za nie dwie złote monety i powiedział: "Jedna za wino, jedna dla ciebie córcia." Później znów sięgną za poły płaszcza i wyjął sztylet i mi go podał i znów powiedział: " Naucz się nim posługiwać i nie pozwól by ktoś bez twojej zgody cie nie dotykał". Później wziął swój kielich i doszedł. Już więcej go nie widziałam. Ale nadal mam Mak i tą złotą monetę.
  -Mak?- zdziwiłam się. Przecież ta historia to to samo co przeżyłam ja tylko, że ja mam Róże
  -No tak mój sztylet.- wyjęła go z cholewki buta. Ja wyjęłam swój z rękawa. Były identyczne. Różniły się tylko na czubku kwiatkiem. Gillan miała mak a ja róże.
  Uśmiechnęłam się do niej.
  -No to mamy sześć złotych monet i dziwie uzbrojone w sztylet kobiety.- Powiedziałam i się roześmiałam a po chwili i Gillan śmiała się wraz ze mną.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za to opóźnienie ale były święta, potem sylwester i jeszcze wczoraj urodziny. A potem 10 urodziny cioci i 12 na WOŚP. A wiec jeszcze w tym tygodniu powinnam wpisać wam jakieś 2 rozdziały =)