środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 4

2. Koń
   -No, ale Gillan trzeba znaleźć dla ciebie konika.- powiedziałam nadal śmiejąc się.- Jeżeli nie wystarczy tych sześć monet... to zobaczymy czy uda nam się znaleźć jakiegoś nie strzeżonego.-Patrząc na moją siostrę widziałam jak patrzy na mnie z przerażeniem. Ciągle zapominam, że ona jeszcze niczego takiego nie robiła. Ja czasami ukradłam coś do jedzenia jak nie chciało mi się iść do karczmy mamy.- A ile zajmie ci pakowanie się?
  -Nie wiem może z pół godziny. A kiedy wyjeżdżamy?
  -Za tydzień. Jeden dzień wte czy wte nie będzie robił różnicy. Muszę sprawdzić jaka jest ta kopalnia, ale raczej wyślę tam Marc'a. I jak Krasnoludzi ustawiają warty i jak pracują.- Odparłam. Nie musiałabym nawet prosić Marc'a o zdanie raportu. Gdyby były jakiś przeszkody powiedział by mi od razu.



*     *     *     *     *


  Był miły jasny poranek następnego dnia kiedy Marc, Gregon, Gil i ja szliśmy ulicą w stronę dobrze zbudowanego domu. Ściany wybielane, w oknach szyby a za nimi zasłony. Od razu było widać, ze jest to dom bogatego. Za chałupą zauważyłam stajnie. Już to dobrze wróżyło. Weszliśmy gościńcem i wstąpiliśmy do stajni.
  W powietrzu wyczułam zapach koni, siana i inne, mniej przyjazne dla nosa zapachy.
  Gregon podszedł do jakiegoś stajennego.
  -Gdzie jest główny Koniuszy?- Zapytał. Powszechnie było wiadomo, że Koniuszy to coś w rodzaju tytułu szlacheckiego. Tylko, że zwykle nie szanowano tych ludzi ze względu na ich zapach. Podobnie było z Psiarzem czy Sokolnikiem. Wszyscy którzy zajmowali się zwierzętami i byli "główni" mieli swoje nazwy. Byli też Kociarze, Kurszaki, Gęsiaże i wiele, po prostu wiele innych. Stajenny zaprowadził nas do Koniuszego.
  -Macie może jednego, niepotrzebnego ogiera? Albo miło klaczkę?- Zapytał Gregon. Uzgodniliśmy przed wyjściem, ze to on będzie rozmawiał, ja będę się targować, Marc podpisze umowę. 
  -Zapytam Hrabiego Panthe. Pewnie coś się znajdzie.- odparł Koniuszy.
  Czekaliśmy w stajni około dwudziestu minut. Potem przyszedł Koniuszy i zaprowadził nas to jednej z zagród.
  -Oto Palion.- Był to wysoki, postawny ogier, maści srokatej. Miał długi ogon i pięknie wyczesaną grzywę.- Hrabia mówi, że Palion jest wart piętnaście złotych monet.- Omal się nie zadławiłam. Nawet gdybym się bardzo ostro targowała to może w najlepszym wypadku zeszłabym do siedmiu złotych monet i srebrnika.
  -A może jakiś tańszy?- zasugerowałam delikatnie.
  Poszliśmy kawałek dalej. W tej przegrodzie stała siwa klaczka.
  -Ta jedynie piętnaście srebrników.- w duszy odetchnęłam. już się bałam że więcej. Tą mogłam wytargować nawet za pięć złotych monet, a z siodłem za jedenaście srebrników.-Nazywa się Carrera.
  -Hejka Klaczko.- podeszłam do niej powoli. Podstawiła mi swój siwy łep. Pogłaskałam ja powoli i poklepałam po szyi. Spojrzałam jej do pyska i chwile oglądałam zęby. Wszyscy kupujący owce, konie, krowy czy inne bydło zaglądali im w żeby. Dlaczego? nie wiem. Ale muszę przyznać, że miała piękne zęby.
  -Trzy złote monet.- Ja
  -Sześć złotych monet i srebrnik.- Koniuszy
  -Trzy i pól złotej monety.- Ja
  -Sześć.- Koniuszy
  -Cztery.- Ja
  -Pięć i pół.- Koniuszy
  -Pięć.- Ja
  -Zgoda. No to może siodło za srebrnika.
  -Bardzo chętnie.
  - To może przy okazji uzdę. Za srebrnika?
  -Nie wystarczy siodło.- Widziałam jak Gil patrzy na mnie z ukrywanym przerażeniem. Ale nie mogłam tak skrzywdzić konia.- odbierzemy ją za mniej więcej tydzień.
  -Zgoda. A teraz chodźmy do Hrabiego. Zawrzemy umowę.- powiedział Koniuszy.
  -Zostań z Gregonem Gil. Marc i ja zawrzemy ta umowę. Możesz zaprzyjaźnić się ze swoja nową klaczką.
  Odwróciłam się szybko bo chciałam iść z Marc'em zawrzeć tą umowę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz