wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt

Wesołych Świąt!



Małą gwiazdkę przed świętami
Przyjmijcie proszę z życzeniami
Może spełnią się marzenia
Białe Boże Narodzenie
Lub, gdy przyjdzie Wam ochota
Niech to będzie gwiazdka złota
Bo, gdy spada taka z nieba
Wtedy zawsze marzyć trzeba
No, a jeśli tak się zdarzy,
Że srebrzysta Wam się marzy
Możesz także taką zdobyć
I choinkę nią ozdobić
Gwiazda, gwiazdce zamrugała
I choinka lśni już cała
Waszych marzeń jest spełnieniem
Bo jest piękna jak marzenie 
 A pomarzyć czasem trzeba
Każdy pragnie gwiazdki z nieba.



Życzę wam także Wszystkiego Najlepszego oraz 
      bogatego Mikołaj:)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 3

7. Rozmowa sióstr i suche fakty
  -Gillan podałabyś mi list od mamy?
  -Ale po co ci on?- odparła pytaniem na pytanie Gill.
  -Muszę ci coś wyjaśnić.- Powiedziałam cierpliwie, chociaż w środku kipiałam z ciekawości jak zareaguję  na wiadomość o tym co ja wiem. Już w duchu się uśmiechałam na widok zdziwionej miny i rozdziawionymi ustami.
  Wyszła i po chwili wróciłam z listem i zapaloną świecą. Czyli moja młodsza siostra potrafi dobrze kojarzyć fakty. W pokoju ciemno, i mam jej coś pokazywać na liście. 
  -Podejdź, przecież cię nie ugryzę, prawda?- zażartowałam.
  -Och, no nie wiem.- Z Gillan była by wspaniała aktorka.
  -No dobra ale podaj list, zbliż się to ci pokaże o co mi chodzi.
  -O co chodzi?- Gill obrazu spoważniała. To cecha niewielu ludzi. Bardzo ją cenie.
  -Popatrz na znaczek z syrenką. widzisz? Są tam dwie literki. Może nie widziałaś jak Marc pokazał mi te nic nieznaczące litery. I szepną "PS". Znam ten skrót. To dla tego straciłam przytomność. Ja...- Potrząsnęłam głową aby odpędzić się od tych myśli. I zaczęłam od początkowego wątku.- Wiesz co oznacza ten skrót?
  -To chyba oczywiste, że nie.- Odparła oschłym tonem.
  -To ci wytłumaczę. Według mnie jest to jedyne wytłumaczenie.- Przerwałam na kilka sekund.- Pływająca Syrena. Mama musiała być nią.- Skończyłam.
  -Nie to niemożliwe.- Wydukała Gill.
  -A myślisz, że co ja musiałam  pomyśleć jak to zobaczyłam? Odraz pomyślałam o tym i tylko to by pasowało do tego znaczka w wosku nieprawdaż?
  -No tak, ale...- Nie dokończyła.
  -Z tego co powiedziała Kenia dowiedziałam się więcej o mamie. Ona musiała, po prostu musiała być Pływającą Syreną.
  Zauważyłam, że Gillan się chwile. Podeszłam do niej i w ostatniej chwili ją uchroniłam przed upadkiem.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorka że tak długo ale czasu mi zabrakło. Ci nauczyciele są po prostu okropni. Tyle sprawdzianów przed świętami. Ale czemu ja piszę o sobie. Nie tego chciałam. Chciałam was poprosić o pomoc w wybraniu imienia dla następnej postaci. Będzie nim miły facio. Tyle na razie mogę wam napisać bo sama nawet nic o nim jeszcze nie napisałam :) A więc: prawa strona ekranu. Jest tam napisane kilka imion. wybierzcie tyle ile wam się podoba i zagłosujcie. Konkurs na najładniejsze imię trwa do 31,01,2014r. do godz 13. Warto pomagać :)

niedziela, 24 listopada 2013

Rodzdział 3

6. Pływające Syreny oraz Kenia
   Kiedy Marc skończył czytać wszyscy staliśmy tak zdziwieni, że aż zamurowani. Parzyliśmy na siebie. Ja na siostrę, Gillan na swojego przybranego brata, Gregon na Marc'a, a on na mnie.
   Może wyda wam się to głupie ale dopiero po przeczytanym przez Marc'a listu wywnioskowałam, że Emma nie była zwykłą barmanką.
   - Nie,- pomyślałam wtedy.- Nie, nie była zwykłą barmanką. Może była jedną z tych wróżbitek, jak one się nazywały? a no tak, Pływającą Syreną.
   Ktoś dotkną mojego ramienia. Obejrzałam się i spojrzałam w twarz Marc'a. Pokazał mi coś małego przy podpisie. A były to dwie litery i znaczek z wosku. Litery- "PS". Pasowało mi to do Pływających Syren. A znaczek- mała syrenka mnie utwierdził co do tego.
   Zakręciło mi się w głowie. Poczułam się źle. Za dużo zdarzeń jak na jeden dzień. Zaczęłam mieć mroczki przed oczyma. Poczułam jeszcze jak się osuwam i ktoś mnie łapie. A potem ciemność, taka ciemna i przyjemna.
   Zemdlałam.



*    *    *


   Następne co zobaczyłam były sufit z opalanych belek. Po chwili zaczął wracać mi słuch. Więc zaczęłam nasłuchiwać. Usłyszałam głos Gillan, Marc'a i Gregona. A po chwili jeszcze jeden głos, nie znany mi. 
   Niedaleko mnie stał dzban z wodą i miednica z małym mydełkiem na dnie. Usiadłam po cichu na sienniku, nalałam trochę wody i przemyłam twarz. Woda była zimna, przyjemnie zimna i orzeźwiająca. Niedaleko znalazłam też mały drewniany kubek. Nalałam wody i napiłam się. 
   Podeszłam cicho do drzwi. Uchyliłam je lekko i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie skrzypią. Spojrzałam przez szparę i zobaczyłam Gillan, Marc'a i Gregona oraz właściciela nieznanego jej głosu. Była to kobieta, bardzo piękna kobieta.
   Odważyłam się i weszłam do pokoju.
   Wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie.
   -Witam- Przywitałam się ze wszystkimi. Myślę, że okazałam się zbyt pewna siebie ale czasami tak trzeba, nie?- My się chyba nie znamy, prawda? Jestem Em. Córka Emmy i siostra Gillan. A tobie jak na imię?
   -Ja... ja jestem... jestem Kenia.- Wyjąkała. Była naprawdę zdziwiona, widać to było po niej. Wyglądała mi na  30- 40 lat. Ale była naprawdę piękna. Miała jasne błąd włosy nie spotykane w tej części kraju. Były splecione w warkocz na końcu związane rzemieniem. Włosy miała długie do pasa i lśniące. Dość regularne rysy, lekko bladą twarz z naturalnie zaróżowionymi policzkami. Wyglądała jak księżniczka lub królowa, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nosiła luźną bluzkę związaną wstążką w kolorze fioletu. Spodnie również luźne przy kostkach związane wstążką taką jak przy bluzce.- Ale o co w tym chodzi? Przecież powinnaś być w Advercity. Skąd ty się tu wzięłaś?- Zasypała mnie gradem pytań.
   -Jestem tu, ponieważ szukam naszego ojca. Przez przypadek dowiedziałam się o Gillan. Ale muszę ci powiedzieć, że Emmy nie ma już wśród żywych.- Westchnęłam smutno.
   -Niechaj spoczywa w pokoju- Powiedziała.
   -Jedyne co mi po niej zostało to ten list. Byłaś przyjaciółką naszej mamy prawda Kenio?- zapytałam.
   -Najlepszą. Byłam jej najlepszą przyjaciółką. 
   -A możesz mi jeszcze powiedzieć coś o Pływających Syrenach?- Miałam już pewne domysły ale mam Zasadę, że "Najpierw sprawdź a potem działaj". 
   -A po co ci to wiedzieć?- zapytała.
   -Mam pewien domysł który muszę potwierdzić.
   Wszyscy milczeli.
   Kenia zaczęła do nas mówić, ale bardziej do mnie niż do reszty.
   Mówiła, że Pływające Syreny to prorokinie, które przepowiadały przyjście legendarnych stworzeń. Na przykład: Syren, Minotaurów, Fenixów, Cerberów, Smoków i Węży morskich. I oczywiście innych. Pływające prawie zawsze mieszkały przy zbiornikach wodnych, oceanach, morzach, jeziorach czy rzekach. Niektóre pływając w nich miały wizje, zatrzymują się w miejscu i mają niewidzące oczy. Niektóre wizje dotyczyły ich życia prywatnego a niektóre dotyczyły właśnie owych stworzeń.  Podczas najmroźniejszych zim jak dostały odpowiedni znak, wchodziły do prawie zmrożonej wody. I stoją w niej kilka godzin.  Potrafiły czytać. I pisać. Często zapisywały swoje wizje. 
   Tu jej przerwałam.
   -Tyle mi wystarczy.- Przerwałam na chwila podziękowałam jej i zwróciłam się do siostry.- Chciałabym z tobą porozmawiać Gillan.
   Moja siostra powstała z taboretu na którym siedziała. I ruszyła w stronę drzwi.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę długi nie? Ale pochwale się, ze drugi zeszyt zaczęłam :) oczywiście przepisywać na posty. Bo tak to jestem już w Rozdziale 5 a oni nadal nie wyjechali! upss.... No ale myśle, że za tydzień będzie ostatni poddział rozdziału 3 :) poplątane ale jest zapisane nie? :) 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 3

5.List od Emmy, naszej kochanej mamy
  Kochana córeczko, Muszę Ci powiedzieć, że masz siostrę, Gillan. Mieszka wraz z moją przyjaciółką Kenią w Herton w Herozji. Twoja bliźniaczka jest od ciebie młodsza. Urodziłam was obie w Herton. Tylko tuż po porodzie miałam wizje. Miałam jedną z was zostawić u Kenii a drugą zabrać ze sobą do Advercity. Wzięłam ciebie, ponieważ byłaś o trzy minuty starsza. Pewnie się już domyśliłaś, że waszym ojcem jest Black. Nie chciałam Ci tego mówić wcześniej, ponieważ byś nie zrozumiała. Ale teraz muszę ci wszystko wyjaśnić. A więc zacznę od momentu kiedy Black przyszedł do " Słodkiego Winogrona". Miałaś wtedy osiem wiosen. Dostałaś od niego ten swój sztylet (Róża go nazwałaś prawda?), zabrał mnie do spiżarni i zaczął krzykiem, żebym powiedziała Ci  o Gillan, ale uparłam się ci nie mówić i tak miało pozostać. Wtedy Black zaczął mnie przekonywać, ze było by mi łatwiej, Tobie, Gillan i jemu. Całej naszej "rodzinie". Widziałam już, że ma to coś wspólnego z jego osobą. Jakbyście mogły mu w czymś przeszkodzić. I wobec tego zaczął mi wygrażać. Że naśle na mnie zabójce albo płatnego morderce. Wołam jednak zginąć pierwej niż wysłać cię na tułaczkę w poszukiwaniu Gillan.
  
Jeśli to czytasz (albo ktoś Ci go czyta) chcę, abyś pojechała do Herton i odszukała Gillan. Kenia ma,  tak jak ja, bar. Nazywa się " Wodny Kruk". Tam jej szukaj. Chciałabym, żebyś " zgarnęła"  przyjaciela Gillan, Marc'a. Skąd o nim wiem? Kenia przesyłała mi przez statek na którym służy Marc. Jak już będziecie całą grupą, wyruszcie w poszukiwanie" Płonącego Smoka", statku Blacka.
  
Kadłub statku jest matowo czarny, z połyskami czerwieni. W zachodzącym słońcu woda wokół statku wydaje się być krwisto czerwona. Nad bocianim gniazdem powiewa jego proporzec. Ziejący ogniem, lecący na rozgwieżdżonym niebem smok. 

  Szukając Blacka, Córki moje i Marc'u, zajedźcie do trzech miejsc. Do kopalni niedaleko Herton. Wejść tam musi jedno z Was. Nie wybierajcie ani nie stawiajcie wart tamtej nocy. Wtedy obudzi się jedno z Was i wejdzie do kopalni. Następnym miejscem jest gniazdo niedaleko Gurn. Tam również postąpicie tak jak w przypadku kopalni. Następnie pojedziecie do Margma do wulkanu niedaleko Ma. A teraz najważniejsze. Co macie szukać w tych miejscach? Macie poszukać Psa, brytana, ptaka, papugę i jaszczurkę, z kołnierzem na około głowy. Musisz wraz z Gillan i Marc'iem rozszyfrować ich moc.

  To bardzo ważne, więc się pośpieszcie. Jeśli jest to dla Ciebie możliwe odszukaj najpierw zwierzaki, a dopiero potem Blacka. On nie jest wart by być pierwszy.

  Uważaj na siebie i na Siostrę. Kocham Was.
Emma PS.

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdiała 3

4.To on potrafi czytać?
  Widząc moją minę powiedziała szybko:
  - Och znasz go!- Powiedziała"go" a nieć pewnie pomyślała o Marc'u albo Gregonie.
  -No dobrze.- Uśmiechnęłam się słabo.
  - Choć do chłopaków. Oni powiedzą ci który to z nich.- Uśmiechnęła się do mnie promiennie. Gillan Była wesołą siostrą i od razu potrafiła poprawić humor.
  Byłam bliżej drzwi i wyszłam pierwsza.
  Przy czym  ledwo z życiem uszłam.
  Na przeciw drzwi pokoju w którym gadałam z siostrą, stała Marc. Ostrzył sztylet, " przypadkiem" zwrócony w stronę drzwi. 
  Wydałam krótki zduszony okrzyk bo poczułam ukłucie w brzuch. Bez zastanowienia sięgnęłam po Różę. Ale zaniechałam tego czynu, gdy zorientowałam się kto przede mną stoi. spojrzałam na brzuch. Sztylet nie wbił się tylko dźgnął. Miałam teraz małą kropelkę krwi jakieś dwa cale nad pępkiem. Wytarłam ją i spojrzałam znacząco na Marc'a.
  -No dobra panowie- Zwróciłam się do nich.-mam dla was zadanie. W sensie dla jednego z was.
  -A jakie to zadanie?- Powiedział Gregon.
  -Och po prost trzeba przeczytać pewien list. Który to potrafi?- Uśmiechnęłam się słotko.
  Chyba ich zaskoczyłam. Nic a nic nie mówili.
  -Słuchaj młoda,- Znów odezwał się Gregon.- Kim ona dla ciebie jest, że jej ufasz?- Widząc jej wyraz twarzy powiedział:- Widać po tobie. Nie widzisz w niej wroga.
  -Chciałam powiedzieć to wam, tobie i Kenii, o tym ale...- Urwała.- Gregon to jest Em. Em jet moją siostrą bliźniaczką.
  -Achaaa.- Był zdziwiony.
  -No ale który z was potrafi czytać?- Niecierpliwiłam się.Chciałam mieć to za sobą.
  Ktoś westchnął. Spojrzałam w stronę z której (według mnie) dobiegł dźwięk. Był to Marc.
  Teraz ja się zdziwiłam. To Marc potrafi czytać? Pomyślałam
  -Ja potrafię.- Chwila ciszy.- Wejdźmy najpierw do pokoju. Trochę tu ciasno.- Uśmiechnął się słabo.- 
  Weszliśmy do pokoju z którego przed chwilą wraz z  Gillan wyszłam.
  -Pokaż ten list to ci go przeczytam.
  Podałam mu list a on zaczął czytać. Powoli i starannie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
dam dam dam.... najlepsze na koniec.  list jest dość długi więc przeniosłam go do następnego działu. :)  Miłego czytania  

Rozdział 3

3.Zdziwienie
  Stałyśmy chwile w ciszy. 
  Nie lubiłam takich sytuacji.  Irytowało mnie, że Emma nie powiedziała mi, że mamy znajomych w Herozjii.
  -Czy wiesz kto był twoim ojcem Em?- Zapytała nieoczekiwanie.
  -Gillan moim ojcem jest pirat, wystarczy?
  -Nie, nie wystarczy. Jak ma na imię?- Była nieustępliwa. Westchnęłam.
  -Jest nim Black Siwobrody. Może znasz go?- Jeszcze nie skończyłam drugiego zdania a Gillan prawie się udusiła. 
  -To nie możliwe! On jest moim ojcem!- Krzyknęła ochrypłym głosem.
  Widać było po niej, że jest zła. I nachodzi pytania: "Na kogo?"
  -Czemu się złocisz? Nie wrócisz do tamtego dnia i nie krzykniesz za Siwego: "-Stój! Nie rób tego!" , a potem odejdziesz spokojnie dalej. Powiedz mi jeszcze kim jest twoja matka.
  -Kenia, moja przybrana matka, twierdzi,że miała na imię Emma.
  -To już jest przesada!- Krzyknęłam w sufit.
  -O co ci cho... . Nie no naprawdę? Emma to nasza mama? Ale to by oznaczało, że...- Urwała w połowie zdania. Mi samej te słowa ledwo przeszły przez gardło.
  -Tak to oznacza, że jesteśmy siostrami.- Dziwnie tak mówić do kogoś poznanego kilka minut temu. 
  Miałam siostrę! dopiero do mnie dotarło. I to bliźniaczkę.
 -A wiesz...- głos się jej załamał, ale zaraz się pozbierała i zaczęła na nowo.- A wiesz może co się z nią ostatnio dzieje?
  Posmutniałam. Ledwo co zdobyłam siostrę a już muszę przekazać złe wieści.
  -Gillan, słuchaj, ciężko mi to powiedzieć, ale ona nie żyje.- Powiedziałam smutno.
  -Ale... ale jak... jak to się stało?
  -Nooo...- Nie wiedziałam jak to powiedzieć. Chciałam to zrobić delikatnie, ale się nie da.- Ktośjązgwałciłizabił.- Powiedziałam najszybciej jak potrafiłam.
  -Że co?! Zgwałcił i zabił?!- Jednak mówiłam za wolno. Wszystko zrozumiała.
  Niespodzianie Gillan znalazła się przy mnie i popatrzyła mi prosto w oczy.  Były pełne łez. Musiałam ją jakoś pocieszyć więc ją przytuliłam. Płakała chwile w moje ramie.
  -Dziękuję, że jesteś.- Powiedziała cicho, prawie szeptem.
  -Jedyne co po niej zostało to sakiewka. Nie chciałam tam zaglądać. Bałam się co tam znajdę.
  Podałam ją jej.
  Ręce jej drżały ale przyjęła sakiewkę i zajrzała do środka.
  Omal jej nie upuściła z wrażenia. Z mieszka wyjęła zrolowany papier. Cicho krzyknąłem. Nigdy nie widziałam żeby Emma pisała albo chociażby czytała.
  -Umiesz może czytać? Bo wiesz ja tak niezbyt.
  -Oczywiście, ze nie!-odparłam.
  -Ale wiem kto może umie czytać- Uśmiechnęła się.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejo! Sory, przepraszam! Nie miałam czasu więc wstawi za jednym razem 2 rozdziały :)

sobota, 19 października 2013

Rozdział 3

2.Gillan.
  Ona wyglądała jak ja! 
  To nie możliwe!
  -Ale... -tyle zostałam z siebie wydusić. Po chwili opanowałam się. - Kim jesteś? - Warknęłam
  -Ja jestem Gillan.  Przybrana siostra tego tu Gregona. A ty to niby kto sobowtórze?- Zapytała ze wzgardą.
  -Mnie zwą Em.-Powiedziałam władczym tonem. Nauczyłam się o od kilku przejezdnych szlachciców. Zajeżdżali do najlepsze tawerny w mieście a więc do "Słodkiego Winogrona" czyli tak gdzie wraz z mamą pracowałyśmy.- Z tego co wiem nie mam rodzeństwa sobowtórze.- Spojrzałam na nią przez zmrużone oczy.
  Gregon i Marc jęknęli równocześnie.
  Ja i Gillan spojrzałyśmy na nich. Równocześnie.
  - O co wam chodzi? Nie rób tego więcej!- Warknęłyśmy. Papuga- pomyślałam.
  -Mogłabym z tobą pogadać na osobności?- Zapytałam.
  -Ach, oczywiście! Bardzo chętnie sobowtórze.-
  Weszłyśmy do najbliższego pokoju. Zatrzaskując, oczywiście, drzwi przed nosem chłopaków.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sory, że taki krótki ale wena się skończyła... ;(  Obiecuję wam jednak, że za tydzień będzie następy dział :) No, chyba, że będę miała znowu 5 sprawdzianów, ale w to akurat wątpię :) 

sobota, 5 października 2013

Rozdział 3

1.Stały ląd 
  Spokojnie dopłynęliśmy do Herozji. statek przybił do spokojnej zatoczki niedaleko Herton.
  -Dobrze, jest godzina po południu. Za jakąś godzinę będziemy w mieście.- A więc... Na koń!
  I ruszyliśmy spokojnie kłusem. Nie wyłam przyzwyczajona do jazdy konno. Wierzchowiec biegł płynnie, tylko ja nie potrafiłam się dostosować
  -Pewnie się przyzwyczaję.- Pomyślałam. Konia dostawałam tylko gdy miałam jechać do Richty na targ. Czyli raz na dwa miesiące. 
  Jazda przebiegła spokojnie.
  Tak jak zakładał Marc, do Herton dojechaliśmy w godzinę. Nie było to duże miasto ale nie można go było nazwać wsią. Było kilka budynków piętrowych, lecz reszta była parterowa. Z daleka zauważyłam kilka sklepów, kuźnie i inne zakłady pracy.
  Gdy przejeżdżaliśmy przez bramę niedaleko nas zauważyłam kilku, ubrudzonych, śmierdzących i zmęczonych krasnoludów. Dla osoby która nigdy nie widziała krasnoluda, czyli mnie, był to dziwny widok. Miały gęste brody. Wszystkie bez wyjątku miały ją rudobrązową. Wzrostu miały najwyżej cztery stopy(120-125 cm), nie byłam pewna czy były umięśnione czy nie, ale mi to bardziej wyglądało na tłuszcz. Wszystkie miały przy sobie kilof i łopatę.
  Marc spojrzał za moim spojrzeniem.
  -Niedaleko stąd jest kopalnia metalu. pewnie  stamtąd wracają. A tak z innej beczki masz ładną klacz? jak się zwie? Mój to Costos.
  -Moja to Safila. Nie przedstawiałam ci jej?- Powiedziałam z uśmiechem. Costos był niewysokim koniem chodź odrobinę wyższym od Safilii, maści tarantowatej.
  -Jedźmy do tamtej tawerny.- wskazał na prawo od bramy. Nie umiałam czytać więc Marc powiedział:- To "Wodny Kruk". Jest pora obiadowa więc było tłoczno. Udało nam się jednak znaleźć wolny stolik.
  Podszedł do nas kelner.
  -Co podać?
  -Ja poproszę rybę z ziemniakami i do tego kufel zimnego piwa.
  -To samo dla mnie tylko za miast piwa, wino.
  -Jeszcze jedna informacja.- Powiedział Marc.- Jest dziś Gregon i Gillan?
  -Gregon stoi za ladą. On też będzie wiedział gdzie Gillan.
  Odszedł.
  -Kto to ten Gregon i Gillan?
  -To mój stary przyjaciel. Znamy się nie od dziś. Gdy widzieliśmy się ostatnie a było to około dwóch miesięcy temu, jego siostry Gillan nie było. Akurat wyjechała na targ i wróciła po moim odjeździe. Zwykle przyjeżdżałem kiedy jej nie było. Chodź raz tylko ją widziałem, jak miała czternaście lat.
  Kelner przyniósł nasze zamówienie.
  -Smacznego.
  Zjedliśmy pośpiesznie. Marc ciągle mnie poganiał. Gdyby nie to obiad byłby najsmaczniejszy jaki jadłam. Chodź nie tak dobry jak Emmy.
  -No to chodźmy do twego przyjaciele, poganiaczu.- Powiedziałam.
  -Zdravo Gregon!- Powiedział Marc. Przywitał się w języku Herozji.
  -O!Zdravo!-Powiedział Gregon.- Miło cie znów widzieć Marc. Och! Jaką piękną dziewczynę przywiozłeś. Gregon miło mi.- Uśmiechnął się do mnie.
  -Em. Mi również miło.
  -Czy to twoja żona Marc'u?- Zwrócił się do niego.
  -Nie, nie jest moją żoną.Ale może niedługo.- Spojrzał na mnie znacząco. Chciał żebym grała role jego kochanki.
  -To możliwe kochany.- Odegrałam swą role należycie.
  Możesz nas zaprowadzić do Gillan?- Zapytał Marc.
  -Ach. oczywiście.- Przywołał kelnera który nas obsłużył aby obsłużył klientów.
  Zaprowadził nas na górę do części kwaterowej.
  Z któryś drzwi wyszła jakaś dziewczyna. Los chciał żeby wpadła akurat na mnie.
  Upadłyśmy.
  -Uważaj jak chodzisz!
  Spojrzałyśmy na siebie. Obie oniemiałyśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dum dum dum...
I co dalej. tego dowiecie się z następnego działu :)

piątek, 20 września 2013

Rozdział 2

5.Moje odbicie.
  Nigdy nie zapomnę chwili gdy spojrzałam w lusterko.
  -A teraz powiedz co widzisz.- Marc Mówił ciepłym, czułym i słodkim głosem.
  -Widzę...- zawahałam się, nie wiedziałam od czego zacząć.- Widzę, że mam granatowo czarne włosy. Krótko i nie równo obcięte. Oczy mam koloru zimowego poranka. Mam okrągłą z wyraźnie zarysowanym podbródkiem. Mały nosek jest między lekko skośnymi oczyma.- Przełożyłam lusterko do drugiej ręki i troszkę niżej.- Mam smukłą szyje,- lusterko "poszło" jeszcze niżej- umięśnione ramiona i...- Pierwszy raz od ośmiu lat zarumieniłam się.- ...płaski brzuch.- Miałam dość obfity biust... ale nie lubię o tym rozmawiać. Spojrzałam poza lusterko na swoje nogi.- Mam Chude, długie nogi.\
  -Yhym... Teraz wiesz czemu mi się podobasz?- Zapytał po krótkiej chwili Marc.
  -Nie, bo przecież są ładniejsze kobiety ode mnie.-Chwila przerwy.- Ale skoro tobie się podobam to by wyjaśniało te "pożądliwe" spojrzenia.- powiedziałam w zamyśleniu.
 - Jutro godzinę po południu dopłynieMY- podkreślił ostatnią sylabę- do Herton. O jedenastej granice morską.
  -Dziękuję z informację i prezencik.- Mówiłam już normalnym głosem.- Za chwile wyjdę z twojej kajuty, ale najpierw powiem ci coś na ucho.- Uśmiechnęłam się lekko. Zniżył się. Przysunęłam się do niego i szepnęłam mu do uch:- Jesteś blisko.- Przysunęłam się bliżej, obróciłam lekko głowę i... sama nie mogąc uwierzyć co robię lekko cmoknęłam go w usta. Marc zarumienił się.
  Pożegnałam się pośpiesznie i wyszłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę trwało ale powróciłam. I do szkoły (nowej), i do pisania bloga :)
Przy okazji chciałabym wam polecić nowego niedawno rozpoczętego bloga :
http://smocza-melodia.blogspot.com/

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 2

4.Kajuta Marc'a
  Kilka godzin później zapukałam do jego kajuty.
  -Proszę!- Usłyszałam zza drzwi głos Marc'a. Weszłam.
  W kajucie było ciemno. Tylko jedno okno wychodzące na Bezkresnego Indianina. Chodź było ciemno widziałam wszystko wyraźnie a Marc'a dostrzegłam w rogu pokoju.
  -Hej- przywitałam się i spróbowałam się uśmiechnąć, co nie wyglądało zbyt ładnie, byłam spięta- Masz chwile?-  Gdy uzyskałam twierdząca odpowiedź kontynuowałam.- Mam do ciebie dwa pytania.
  -No, teraz ty masz pytania.- Powiedział Marc.- Wyznajesz zasadę "pytanie za pytanie?"- roześmiał się. byłam zdenerwowana więc mój śmiech mógł się wydać nieszczery.
  -Jedno z nich brzmi: skąd ty wziąłeś te lusterko?
  -Ach.. oto ci chodzi.- Zamyślił się chwile. Z tego co pamiętam to ukradłem je z jakiegoś straganu. Właściciel było gruby, bogaty szlachcic. Nawet nie zauważył. A jak brzmi drugie pytanie?
  -Dlaczego mnie pokochałeś?- Zapytałam tonem jak najbardziej niewinnym.
  -A nie oglądałaś się w lusterku o które przed chwileczką pytałaś?- Uśmiechnął się do mnie.
  -Nie miałam czasu.- Skłamałam. Miałam dużo czasu ale nie byłam przygotowana na swój widok. A poza tym nie mogłam uwierzyć w to co dostałam.- Jeśli chcesz mogę pójść po nie jest w mojej kajucie. 
   -Pójdziemy po nie oboje.
  Otworzyłam drzwi, byłam bliżej.
  Wyszliśmy.
  Zatrzymaliśmy się przed moją kajutą. Otworzyłam drzwi i przepuściłam Marc'a.
  -Nie mam świecy, a jest ciemno. Weź lusterko i chodź do mojej kajuty.
  Zrobiłam tak.
  Gdy weszliśmy, Marc zaczął przeszukiwać swoje rzeczy. Wyjął z nich świeczkę. Zapalił ją krzesiwem.
  -Teraz przyjrzyj się sobie uważnie.- Stanął za mną i przysunął świece bliżej lustra.
  Wpatrzyłam się w swoje odbicie.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorka, ze tak długo, ale tu jakiś wyjazd, kilka dni przerwy znowu wyjazd. nie miałam czasu. Ale udało mi się wstawić ten rozdział :P

sobota, 13 lipca 2013

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 2

3.Prezent
  Do Herton został dzień podróży.
  Ktoś zapukał do drzwi.- Kto tam?- Zapytałam
  -To ja Marc. Mogę wejść?
  -Oczywiście, proszę wejdź.
  -To jest ten prezent o którym ci mówiłem- Uśmiechną się i podała mi małe zawiniątko. W środku było coś małego i płaskiego. Było zawinięte w jego koszule.
  -Dziękuję bardzo ale z jakiej to okazji?- Zaczęłam rozwijać z koszuli mój prezent. Była to blaszka. W obwodzi miała z dwanaście centymetrów. Dostałam "lusterko".
  - A no z takiej, że cię kocham.- Nie spodziewałam się ujrzeć takiego prezentu. Bardziej myślałam o kwiatku. A on podarował mi lusterko! Zaczynałam wierzyć, że mnie naprawdę kocha.
  -Pamiętasz, że zostały ci tylko trzy dni aby udowodnić mi, że mnie naprawdę kochasz?- Kiwnął.- Ten podarunek przekonał mnie, nie do końca tak w połowie, że mnie kochasz. Odejście od Coradage przekonało mnie ale nie całkowicie.- Uśmiechnęłam się.
  -Oczywiście ale mam jeszcze jedna niespodziankę.- Uśmiechnął się chytrze. - Zostawię ją na pierwszy dzień podróży. Czułam się głupio uśmiechając się do niego a on odwzajemnił ten gest. - Myślę, że się na mnie nie obrazisz, że tak postąpiłem, prawda?
  -Nie, nie oczywiście, że nie. Jestem cierpliwa.-Zaczerpnęłam powietrza żeby ochłonąć. -A! właśnie, zapomniałabym. Miałam odpowiedzieć na twoje pytania. Czy mógłbyś mi je przypomnieć?- Oczywiście pamiętałam jak brzmiały ale chciałam się przygotować sobie odpowiedź.
  -Ach?- Patrzył na mnie jak na wariatkę.- A już wiem o które ci chodzi.-
 uśmiechnął się.- Pytałem cię Em dlaczego mnie wyprosiłaś z kajuty? Co ci się we mnie nie podoba? Albo coś w tym stylu.
  -Pozwól, że zacznę od drugiego pytania. Podobasz mi się,- blask nadziei zapłoną w jego oczach.- ale ja nauczyłam się najpierw sprawdzać a potem kochać. - Blask znikną tak szybko jak się pojawił. - A co do odpowiedzi do pytania pierwszego wierz, że jestem córką Blacka. Spotkałam go tylko raz mając tylko osiem lat. Powiedział mi w tedy "... nie pozwól żeby cię ktoś dotykał bez twojej zgody". Bez mojej zgody chciałeś mnie pocałować. Dalsze wnioski zostawiam tobie. - Chyba za szybko skończyłam bo stał w miejscu. Nic nie mówił, martwiłam się.
  -Aha powiedział smutno.Chciałam go pocieszyć ale nie mogłam.- Gdybyś chciała pogadać  dowiedzieć się czegoś to przyjdź do mojej kajuty. Kajuta numer 3.
  Wyszedł.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
   https://www.facebook.com/pages/C%C3%B3rka-Pirata/526318144086119
   oto link do naszej strony :)
   a to e-mail gdzie można do mnie napisać hura.ja@op.pl
   i jeszcze gg 40442309
   zapraszam :)

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 2

2.Węże
  -Tak, ciekawe co to?- Zapytałam ironicznie.
  -Chwileczkę kochaniutka!- Wykrzyknął Marc.- Ty najpierw musisz mi odpowiedzieć na dwa pytania.- Uśmiechnął się przebiegle.
  -No to zadawaj te dwa pytania.
  -Czemu mnie wyrzuciłaś z kajuty? Chodź nie chce być nachalny ale muszę zadać ci drugie pytanie. Co ci się we mnie nie podoba?- Nie spodziewałam się takich pytań.
  -Może dał byś mi te trzy dni do nam- nie dokończyłam zdania bo ktoś z kajuty obok zaczął wzywać pomoc. Ta kajuta należała do Cordage'a. Ale to nie on wzywał o pomoc. Marc stał bliżej więc wybiegł szybciej ale ja byłam tuż za nim.
  Szybko doszliśmy do drzwi. Były zamknięte od wewnątrz.
  -Odsuń się!- Zrobił to, a ja wyważyłam drzwi noga. W środku stał mężczyzna a przed nim... Myślałam, że mnie oczy mylą. Przed nim wiły się trzy węże! Machinalnie wyciągnęłam Róże. 
  Podeszłam do najbliższego węża i odcięłam mu łeb. Marc wyjął swoją szable, krzywą, i odciął łeb drugiemu. Trzeciego pokonaliśmy razem. Był największy. Mój sztylet był za krótki. Marc dokończył.
  -Dziękuje wam.- Powiedział mężczyzna.
  -Jak masz na imię?- Zapytałam.
  -Nazywam się Kerovan.- Jego ton mówił, że ma coś ważnego.- Jestem "tafaner", inaczej "podsłuchiwacz".
  Spojrzałam znacząco na Marc'a.- Kto cię nasłał?- Chciałam ja to powiedzieć ale Marc mnie wyprzedził.
  -Ma to swoją cenę.-Odparł chytrze.
  -Nasza cena wynosi- przyłożyłam Różę do jego krtani- darowanie życia i zapewnienie,że nikt się nie dowie o twoim pobycie w kajucie Cordaga.
  -Przekonałaś mnie.- Powiedział przestraszony.- Wynajął mnie...-Chwila przerwy- Nazywał się...nie pamiętam, ale wiem kim jest na tym statku.
  -To kim jest?
  -Jest tu nawigatorem.
  -Ach, już wiem o kogo ci chodzi- Powiedział Marc.- Pewnie mówisz o Sejmsie.
  -Tak to on mnie wynajął.
  -Tak właśnie myślałem. Dziś widziałem Sejmsa z jakimś mężczyzną. To byłeś ty prawda?- Kiwnął głową.
  -A może wiecie skąd tu! wzięły się węże?
  -A skąd ja mogę to wiedzieć?- Byłam naprawdę zdenerwowana. Miałam dość tego statku. Kpią ze mnie później dają prezenty. A teraz ta niespodzianka z wężami.
  Weszłam do swojej kajuty i się tam zamknęłam. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 2

1.Rozmowa
  Od kłótni z Marc'em minęły dwa dni. Większość dni spędzałam w swojej kajucie.Gdy wychodziłam, a działo się to rzadko, doglądałam Safilii. Wiedziałam, że płyniemy na południe. Cordage'a pytałam tylko o godzinę. Sama nie potrafiłam określić tego względem położenia słońca.
  Właśnie wychodziłam, żeby nakarmić Safilię gdy ktoś zapukał do drzwi.
  Nadal nie ufałam załodze "Wodnego Wilka" więc sięgnęłam po Różę.
  -Proszę!- Odkrzyknęłam na pukanie. Ktoś otworzył drzwi. To był Marc.
  -Rozmawiałem z Cordage'em.- Powiedział. Schowałam sztylet.
  - I co z tego?- zapytałam buntowniczo.
  -To z tego, że zostały trzy dni drogi- podniósł rękę, żeby mnie powstrzymać bo już miałam zamiar powiedzieć "ale mówiłeś, że podróż będzie trwać tydzień". - Zapytałem go też czy mnie zwolni ze statku i da pieniądze za moją prace. Wiesz o co mi chodzi, prawda?- Kiwnęłam na znak, że rozumiem.- Ale jednak to powiem, żeby n ie było żadnych nie domówień. Jadę z tobą. Bo wiesz ja też mam konia.- Widać było, że jest z tego naprawdę dumny.- A tak w ogóle skąd masz konia?- tego pytania się. Nie wiem czemu ale teraz wstydziłam się tego co zbiłam. Ale nadal czułam wzgardę do tej rodziny.
  -Ukradłam jakiejś "szlachetnie urodzonej rodziny" - gdy mówiłam o tej rodzinie nadal czułam wzgardę. jeszcze pamiętam jak był ubrany ten człowiek który próbował mnie zatrzymać, biała lśniąca koszula, bransolety i naszyjniki.- "Gospodarz" tego domu próbował mnie zatrzymać.- prychnęłam- samym sobą.
  - Aha. Dobrze. A więc zgadzasz się , abym jechał do Herton?- Kiwnęłam głową, że może jechać ze mną. Marc ciągnął dalej.- Przez dwa dni, bo do Herton dopłyniemy wczesnym południem, będę jechał z tobą. A po upływie tego czasu... hmm... zobaczymy.- Gdy mówił, uśmiechał się chytrze. On czegoś mi nie mówi, pomyślałam.
  - O czymś mi nie mówisz, prawda?-Byłam wobec niego naprawdę podejrzliwa.
  - Prawda. Nie powiedziałem ci jednej rzeczy. A mianowicie mam dla ciebie prezent. 

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 1

6. Wyznanie Marc'a (cz.2)
  Był naprawdę przekonujący, ale ja mu nie wierzyłam. A co najważniejsze nadal trzymałam nóż przy jego gardle.
  - A co miały znaczyć słowa Cordaga?" Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie.- Udawałam głos Cordaga- Byłem po pięciu kuflach Ale." I co, to miało znaczyć jak nie to, że chce się mnie pozbyć?
  Przycisnęłam mocniej nóż do krtani Marc'a. Po szyi popłynęła stróżka krwi. Marc pisnął.
  - A skąd ja mogę to wiedzieć?- Jego głos stał się ochrypły.
  Odsunęłam się powoli- przepraszam.- Nie mówiłam ze skruchą, raczej oschle.
  Chodź powiedziałam "przepraszam" nie wierzyłam mu ani trochę.
  Przez chwile taksował mnie spojrzeniem.
  -Ile zajmie podróż do Herozji?- Już wiedziałam co zrobić.
 - Może z tydzień.- Jego głos już nie piszczał.
  - No a więc masz cały tydzień żeby mi udowodnić, że mnie naprawdę kochasz.
  Odwróciłam się do niego plecami i zaczęłam się rozpakowywać.
  Gdy wykładałam moją ulubioną bluzkę Marc złapał mnie za przegub, odwrócił mnie i pochylił się nade mną.
  -JA NAPRAWDĘ CIĘ KOCHAM!- Krzykną i na dodatek jeszcze ostatnie słowo prze literował. Pochylił się jeszcze niżej i próbował mnie pocałować. Nie chciałam tego, więc wykręciłam mu rękę i przyłożyłam do jego pleców.
  -Nie rób tego więcej- wycedziłam przez zęby.- A teraz bądź tak miły i wyjdź z mojej kajuty.- wyszeptałam mu do ucha. Odwróciłam go w stronę otwartych jeszcze drzwi i popchnęłam go lekko w ich stronę. wyszedł a ja zamknęłam szczelnie drzwi.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdiał 1

6.Wyznanie Marc'a
  Ruszyliśmy w stronę schodów.Gdy doszliśmy do mojej kajuty przedstawiłam się.
  - Nazywam się Em. Jak pewnie słyszałeś jestem córką Blacka.- Dziwnie się poczułam. Staliśmy sami, ja i Marc, w ciemnej kajucie.
  - Mnie nazywają Marc. Miło mi.- Miał gładki głos. I... białe i proste zęby! Nigdy nie widziałam człowieka z takim uzębieniem!
  - Ile masz lat?- Zagadnęłam.
  - Mam dziewiętnaście zim. A ty?- Ciągle się do mnie uśmiechał.
  - Mam szesnaście wiosen.- Uśmiechał się jak by był... Nie! To niedorzeczne! On był we mnie zadurzony!
   Musiałam się dowiedzieć cy to prawda. Podeszłam do niego mały kroczek. Marc nie poruszył się. Zapadło niezręczne milczenie.
  -Naprawdę?- Zapytałam z niedowierzaniem.
  -Co "naprawdę"?- Odparł pytaniem na pytanie.
  Znowu zapadło milczenie. Lecz teraz pełne napięcia i niezręczności.
  -Zakochałeś się we mnie, prawda?- Powiedziałam prosto z mostu.
  W mojej kajucie było ciemno, ale widziałam, że się zarumienił. 
  -Wiem Em, że znamy się się dopiero dziesięć minut, ale...- zaciął się.- ale tak.- spuścił głowę.- Kocham Cię.- podniósł na mnie oczy. 
  - Odpowiesz mi na jedno pytanie?- Nie czekając na odpowiedź mówiłam dalej- Z kim się założyłeś?- Zastanowiłam się chwile i wyciągnęłam z cholewki buta Róże, bo tak nazwałam sztylet od ojca.- Jeśli mi nie odpowiesz to twoja głowa będzie za burtą.
  -Nie zakładałem się z nikim.- Odpowiedział dobrowolnie.
  Podeszłam w jego kierunku powoli. On stał w miejscu jak zamurowany. Gdy byłam dostatecznie blisko rzuciłam się na niego. Przyłożyłam sztylet do jego krtani.
  - Powiedz całą prawdę albo spełnię swoją obietnice. 
  - Powtórzę po raz trzeci. Z nikim się nie zakładałem!
                                                    Cdn.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry, że tak przerywam ale to bardzo długi dział :)

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 1

5."Wodny Wilk"
  Przenocowałam w barze niedaleko morza. Kosztowało mnie to pięć miedziaków. Nocleg kosztował trzy a kolacja i śniadanie, było skromne składało się z owsianki i sucharów, dwa miedziaki. Zjadłam szybko to co mi podali i poszłam osiodłać klacz. Nazwałam ją Safilo. Musiałam ją zabrać na statek, nie mogłam jej puścić ot tak wolno. Była mi potrzebna do szybszego przemieszczenia się. Miałam przepłynąć z Rich do Herton, z tamtą pojadę, na Safilii, do Herno. W czasie podróży statkiem przemyślę dalszą część wędrówki. 
  Kiedy przyjechałam do portu od razu zauważyłam statek Cordaga. Nazywała się "Wodny Wilk". Na dziobie widniała rzeźba wilka rzucającego się na ofiarę. Niedaleko stał Cordage. Trzeźwo wyglądał inaczej.  W barze maiła przekrwawione oczy od nadmiernego piwa. Teraz patrzy trzeźwiej i białka miał białe a nie czerwone. W tedy miał też dość bladą cerę, ale teraz przekonałam się, że miał ją jednak ciemniejszą.
  - Wsiadaj mała, płyniemy do Herton!- Krzyknął Cordage wyrywając mnie z zamyślenia. \
  - Niech ktoś zrzuci linę a przyjdę.- Odkrzyknęłam. Zauważyłam jak zrzucają mi linę. pochwyciłam ją i wspięłam na pokład. Tam czekały na mnie zaciekawione pary oczu. Niektóre patrzyły na mnie pożądliwie.
  - Jak mówiłam tak jestem- mówiłam podchodząc do Cordaga.- Zabieram też mojego konia.- Nie widziałam na jego twarzy zdziwienia. Wzruszył ramionami, wydał rozkaz i zwrócił się do mnie.
  - Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. Byłem po sześciu kuflach Ale.
  - Wybaczam ci. Nasza umowa jest aktualna?- teraz chciałam tylko pójść do swojej kajuty.
  -Oczywiście, że aktualna. odpowiedź dostałem, teraz tylko jedna srebrna moneta, oraz druga w Herton. Taka była?
  Odbiliśmy od portu i płynęliśmy w stronę Herton.
  -Tak, a teraz chciałabym zobaczyć moją kajutę.- Cordage zawołał jednego z swoich ludzi.
  - To jest Marc. Zaprowadzi cię do kajuty numer 5. Wszystkie pytania kieruj do Marca.
  Przyjrzałam się Marc'owi. Był trochę starszy ode mnie a już miał ostre rysy. Kruczo czarne włosy miał związane w męską kitkę. Był umięśniony. Dziś było ciepło, więc był do połowy rozebrany. Goły tors lśnił od potu.  Nogi miał osłonięte workowatymi spodniami. Był wyższy ode mnie. Oczy miał skośnie ułożone. Nos prosty. Był człowiekiem o ogorzałej cerze. Uśmiechał się do mnie przyjaźnie.
  - To prowadź- powiedziałam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
  Ale - mocne, angielskie piwo.

piątek, 26 kwietnia 2013

Rodziała 1

Cordage
  W mieście znalazłam bar "Pod pijanym marynarzem". Wiedziałam, że to siedziba wilków morskich. Gdy weszłam, mój nos zaatakował zapach soli piwa z domieszką potu. Ta woń prawie powaliła mnie na kolana. Musiałam wejść. Pierwszego spotkanego marynarza zapytała.
  -Czy znasz Blacka Siwobrodego?- Staliśmy w cieniu. Kiwną głowa  na znak, że wie o kogo chodzi.- A wiesz gdzie jest?- Nim odpowiedział zadałam następne pytanie- Jest w Margma czy w Herozji?
  -Z tego co ostatnio słyszałem jest w Herozji.- A potem dodał ostrzej:- Ale co ciebie, takiego mieszczucha i w dodatku kobietę, interesuje pirat?- Obszedł się ze mną dość nie przyjemnie ale ja odparłam:
  -Mnie? Obchodzi to dużo. Black to mój ojciec.
  Marynarz roześmiał się. Było czuć, że wypił już kilka kufli piwa.
  -Ty? Córką Blacka?- Znowu roześmiał się ochryple.-Cha, cha! Bardzo śmieszne.- Stojąc w cieniu nikt nas nie widział.- Jeżeli jesteś naprawdę "córcią" Blacka, to chce zobaczyć ciebie więcej.
To mówiąc zbliżył się do mnie i położył rękę na mojej piersi. Zaczął rozsupływać moją koszule.  Szybko sięgnęłam po sztylet ojca. przyłożyłam go do krtani człowieka z którym rozmawiałam. Drogą ręka złapałam za jego.
  - Rozplączesz ten supeł a nic już nie powiesz.- Syknęłam przez zaciśnięte zęby. Po chwili powiedziałam już łagodnie.- Teraz zdejmiesz ze mnie swoją cuchnącą rękę i pójdziesz ze mną do przybudówki na tyłach baru.- Musiałam go odwrócić siła. Szedł opornie więc lekko dźgnęłam go między żebra. Wyszedł posłusznie.
  Weszliśmy do przybudówki. Zamknęłam drzwi. Stałam chwile odwrócona do niego.
  Odwróciłam się szybko i zapytałam znienacka:
  -Jak ci na imię marynarzu?
  -Na imię mi Cordage. A ty, paniusiu, jak masz na imię?- Zapytał kpiąco i z dużą pewnością siebie.
  - Mnie zowią Em.- Odparłam nonszalancko.- Masz statek który nie zatonie po środku Bezkresnego Indiana?
  -Mam statek. Ale płynę w drugą stronę. Płynę do Bird w Birdly.- Odparł równie butnie co ja.
  -W takim razie popłyniesz do Herton. Zapłacę ci dwie srebrne monety. Wystarczy?- Pytając już wiedziałam,że odpowiedź będzie negatywna.
  -Zgoda.- Tu mnie naprawdę zaskoczyła ale stałam i nie okazywałam zdziwienia.- Ale musisz mi jeszcze powiedzieć czemu kłamiesz, że Black to twój ojciec?
  Westchnęłam.
  - Black jest moim ojcem. Ten sztylet jest od niego.-Pokazałam mu prezent od Blacka.
  -Ale wróćmy do naszej umowy. Ty zawozisz mnie do Herton. Ty dostajesz ode mnie dwie srebrne monety. stoi?
  Cordage splunął na swoją rękę, ja na swoją, podaliśmy sobie ręce. 
  Po zawarciu umowy mogłam się mu przyjrzeć dokładnie. Jego ogorzała twarz miała ostre rysy. Tak jak mój ojciec miał brodę, koloru kasztanowego. Oczy skośnie ułożone i nos lekko skrzywiony, pewnie podczas jakiejś bojki po pijanemu. On też otaksował mnie spojrzeniem.
  Wyszliśmy  z przybudówki. Zapytałam go:
  - Kiedy wypływamy?- Nie znałam się na morzu. To znaczyło również, ę nie znałam się na przypływach i odpływach. 
  -Wypływamy o świcie. Wraz z porannym odpływem.- Musiałam mu wierzyć

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
  Miej więcej co tydzień będę dodawać wpisy. No czasami co 2 tyg.
  kontakt GG: 40442309
  A i jeszcze Bezkresny Indianin to morze na wschód od Advercity. :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 1

Strata i koń
  Po kilku dniach mama zabrała mnie do spiżarni i powiedziała:
  -Em posłuchaj mnie uważnie. Black Siwobrody to twój ojciec.-  Musiałam mięć naprawdę zdziwioną minę bo dodała- Jesteś zdziwiona jeszcze bardziej niż myślałam. Ale to prawda. Black to twój ojciec.- Uśmiechnęła się do mnie, nie był to zwyczajny uśmiech. Nie był wesoły, ale smutny z odrobiną goryczy. 
  -Ale mamo czemu mi to mówisz?- zapytałam bliska płaczu. Nie wierzyłam jej, zawsze myślałam, że mój ojciec jest uczciwy i z jakiejś wysoko urodzonej rodziny. A tu, od tak sobie, dowiaduję się, że mój ojciec to zwykły pirat. Chodź nie on był tym "najgorszym".Mama zaczęła mówić dalej.
  - Jak wiesz, nie wiedzie nam się za dobrze. W czasie kiedy ciebie jeszcze nie było na świecie, było jeszcze gorzej. Musiałam wyjść za mąż aby przetrwać. Nikt mnie nie chciał. Byłam i jestem dziewką. A on wybrał mnie, z własnej woli. Ale jak to pirat, zostawił mnie.Wypłynął w morze. Nie mam łatwego życia, a mówię to bo mam swoje lata. Chciałabym cię zabezpieczyć. Jak umrę pytaj o "Płonącego Smoka". Twój ojciec jest kapitanem tego statku.- Rzuciła to przez ramię wychodząc ze spiżarni.
  Poszłam pracować, w głowie słyszałam głos mamy mówiący: "Black Siwobrody to twój ojciec.". Nie mogłam się pogodzić z tym faktem. Nie wierzyłam mamie.


  Mając szesnaście wiosen straciłam matkę. Nie stało się to tak jak mówiła, że umrze za starości. Ktoś ją zgwałcił i zabił. To było pchnięcie prosto w serce. Nic nie dało się zrobić.
  Postąpiłam tak jak mi mówiła co rano: "Idź i szukaj Blacka". Możliwe, że była pewna swej śmierci od odjazdu Siwobrodego. Zabrałam potrzebne mi rzeczy takie jak ubranie i bielizna. Wzięłam także manierkę wody źródlanej. Na dole zwędziłam z rożna, na którym piekł się prosiak kupiony przez Emmę, kilka kawałków mięsa i trochę sucharów ze spiżarni. Poszłam w stronę targu.Miałam przy sobie sakiewkę moją i matki. W mojej była jedna srebrna moneta i wiele miedziaków. Tak samo było w mieszku matki.
  Na targu wytargowałam i więcej jedzenia. Weszłam do baru,który mieścił się niedaleko targu.Tam chciałam dowiedzieć się gdzie jest Black. Dostałam sprzeczne informację. przeniosłam poszukiwania do innego baru. Tam dowiedziałam się, że jest albo w Margma, albo w Herozji. Nawet polecili mi gdzie mogę zdobyć potrzebne mi informację. Był to bar " Wściekły wilk". Tam jadali tylko wilki morskie.Bar mieścił się w miasteczku zwanym Richty. Dzień drogi od Advercity. Musiałam mieć jeszcze mieć konie i ekwipunek do spania na powietrzu.
  Wróciłam na targ. Kupiłam za parę miedziaków krzesiwo, hubkę i kocyk. W drodze do bramy zahaczyłam o gospodarstwo szlachciców. Weszłam po prostu do stajni. Znalazłam tak klacz ubarwienia ciemno-gniadego. Nadawał się do jazdy i moich zamiarów.Osiodłałam ją i przypięłam juki. Umiałam trochę jeździć konno. Wsiadłam na klacz, walnęłam ją w zad. Pognałyśmy w stronę bramy. Nie wiadomo skąd pojawił się przed nami gospodarz. Stał w miejscu i gapił się na mnie. Próbował zablokować bramę, samym sobą. W ostatniej chwili się usuną. Kłusem wyjechałam przez bramę gospodarstwa i miasta. Kierowałam się w stronę Richty.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
  Tak na temat tych dwóch państw. W Margma mieszkają smoki i tym podobne stworzenia które przetrwają temperaturę bliską 120 stopni. W Herozji Mieszkają ludzie lasy i gór. Można tam też spotkać krasnoludy. W Rich mieszkają zwykli ludzie a  w niektórych częściach nawet elfy. Jest jeszcze jedna kraina. Nazwałam ją Birdly. Mieszkają tam harpie( duże nietoperze z twarzami pięknych kobiet) ptaki i inne latające stworzenia. :)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 1

Rodzina
  W pewne wiosenne popołudnie do baru wszedł jakiś mężczyzna. Gdy był za drzwiami cały bar ucichł. Mogło się wydawać, że czas stanął w miejscu.Nikt się nawet nie ruszył. mężczyzna rozejrzał się. Ruszył w kierunku mamy! Złapał ją za przegub i pociągnął do spiżarni. Gdy drzwi się zamknęły, usłyszałam urywki szeptu. Ale najczęściej słyszałam dwa słowa. A mianowicie " Black Siwobrody".Powtarzały się co kilka sekund. Ale były też inne słowa, pojawiały się rzadziej ale były, takie jak "...to ten najgorszy..." albo "... przecież to Black...". Po chwili, może minucie lub dwóch, klienci chcieli po to poco przyszli. Po piwo, okowitę lub wino. Robiłam wszystko o co prosili i tego co mnie mama nauczył.
  Po mniej więcej godzinie mama wraz z mężczyzną wyszli. Rozejrzał się i dopiero mnie zauważył. Stałam za ladą czyszcząc kufel dla następnych klientów. Black, bo chyba tak miał na imię ten człowiek, podszedł do mnie. Usiadł się na stołku przy ladzie. 
   Przyjrzałam mu się dokładniej. Miał około trzydziestu lat. Krótko przycięte włosy były koloru ciemno kasztanowego.Rysy ostre i wyraziste. Nie był ani przystojny, ani brzydki. Oczy miał koloru morza, a nos prosty. Brodę i połowę policzków była okryta siwo-czarna, gęstą broda. On tez mi się przyjrzał. 
  - Nalej, córcia, mi kufel najlepszego winka- już sięgałam po kufel, już wyczyszczony oczywiście, kiedy on włożył rękę pod poły płaszcza i wyjął... coś cudownego! To był złoty kufel ozdobiony drogimi kamieniami.
  - Już nalewam.- kiedy stawiałam pełne naczynie odważyłam się zapytać-Jeśli mogę zapytać, panie, czemu nazwałeś mnie córcią?- nie odpowiedział od razu.
  -Cha! Cha! Zapytaj o to swoja matkę. Ale cóż ze mnie za nie wychowany człek. Zowią mnie Black Siwobrody i jestem piratem. A ciebie jak zowią?
  - Ja?- zdziwiłam się. ale Black kiwną, że chodzi o mnie- J nazywam się Em. Pomagam mamie. Ale... co pirat robi tak daleko od móż i oceanów? 
  To pytanie zawisło w powietrzu jak mgła.
  -Ach, córcia dowiesz się kiedyś co tu robiłem. Ale zarazie...- znowu włożył rękę pod płaszcz- to zapłata za wino- wyjął rękę ukazując mi dwie srebrne monety i sztylet. Rękojeść była owinięta miękka skórą. Jelec połyskiwał jak gwiazda na niebie. Ale najpiękniejsze było ostrze. Tak jak jelec połyskiwało ale było ze srebra.
  - Dziękuje. Ale jedna moneta wystarczy.- Black znowu się roześmiał.
  -No tak. Jedna moneta za wino, a sztylet i druga moneta jako prezent.Naucz się nim posługiwać. Nie pozwól aby ktoś bez twojej zgody cię dotykał. 
  To mówiąc wstał i zabrał kufel. Wyszedł.
  Zdziwiłam się ale sztylet wraz z monetą do mojego fartuszka. Drugą monetę dałam mamie.

Rozdział 1


Coś o mnie...
      Mieszkam w Richty. Jest to piękny kraj, lecz ja mieszkam w okropnym miasteczku. Jest to bardziej duża wieś niż miasteczko. A nazwę nosi Advercity. Opowiadam tą historie mając już trzydzieści osiem wiosen za sobą. ale zacznę od początku.
     Na imię mi Em. urodziłam się trzydziestego dnia wiosny. Jestem córką dziewki służebnej. Moja matka miała wiele imion, lecz ja nazywałam ją Emmą. Gdy miałam sześć lat mama zaczęła mnie uczyć. Emma dorabiała jako kelnerka w barze "Słodkie Winogrono".  Nauczyła mnie na przykład jak składać pościel lub jak nosić tace na jednej ręce.
    Nie wiedziałam kto jest moim ojcem ale to się zmieniło gdy miałam osiem wiosen...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To tak na początek. następny poddział ukarze się nie długo.